Jedno małe słowo, czyli czy wróciłam do źródła?

Krótkie wprowadzenie

Rok temu pisałam Wam o One Little Word i moim słowie roku, czyli o ŹRÓDLE. Dla przypomnienia możecie sięgnąć do wpisu na ten temat. W ciągu roku popełniłam jeszcze dwa wpisy na ten temat, na pewno znajdziecie, bo z pisaniem w 2019 nie szalałam.

W tym roku wracam do Was z tym tematem. Z podsumowaniem tego, co mi to dało. Z nowym słowem na rok 2020. Ale po kolei.

Source, czyli źródło

Dało mi w zeszłym roku popalić. Wiele razy tłukło się po głowie. Wiele raz nie dało spać. I nawet nie chodzi o to, żebym jakoś na siłę o nim myślała. Po prostu chodziło za mną jak cień człowieka i gdzieś w głowie była taka myśl, by z tego skorzystać. Zastanowić się czasem nad niewygodnymi dla mnie samej tematami.

Myślałam o pracy, o moim życiu zawodowym, o znajomych bliższych i dalszych. I o sobie, tym co kryje się we mnie. Wiele razy stawiałam sobie pytania: 

Czy o to Ci chodziło? Tego chciałaś? Czy na takich relacjach Ci zależy? Czy zaangażowanie w dużym stopniu (w różne sprawy)  to wyraz tego, że tego potrzebujesz i chcesz, czy dostosowanie się do wymagań i pragnień innych? Czy dana sprawa, rzecz, relacja sprawia, że jesteś szczęśliwa czy wręcz przeciwnie – unieszczęśliwia cię?

Wiem, że pytania powyższe, gdy je czytacie, wyglądają jak rzucone w próżnię i są trochę enigmatyczne. Ale nie chcę pisać o konkretnych sytuacjach czy relacjach. Po prostu wyobraźcie więc sobie co by się stało, gdybyście postawili je w swoim życiu, w Waszych konkretnych sytuacjach związanych z ludźmi, którzy Was otaczają, z pracą, z pasją itp.?

Okaże się, że odpowiedzi są i łatwe i nie. I nawet, gdy są łatwe, to czasem niełatwo je przyjąć.

Bo czy łatwo zrezygnować z wieloletniej relacji? Albo zamknąć się w czterech ścianach na kilka dni, choć za plecami słyszy się, że się jest dziwakiem? Ale cały czas, przy tych szczególnie trudnych sytuacjach nie miałam w głowie tego, co mówią i myślą inni tylko moje własne pytania i moje szczere wobec siebie odpowiedzi. Nie łatwo zrezygnować z relacji, w której jest się związanym emocjonalnie, która trwa “wieki”. Ale dochodzisz do wniosku, że jest toksyczna i wysysająca z Ciebie siły i energię. Niełatwo powiedzieć bliskim, że wolę zostać w domu, z kotem, książką i dobrą herbatą. Że to jest to, co mnie ładuje energią. 

To tylko niektóre przykłady skutku ŹRODŁA. Skutku kołatania się w głowie tego słowa przy każdej nadarzającej się okazji.

Czy było warto?

Najważniejsze jednak, co przyniósł ten rok razem z moim słowem roku, to o wiele większa znajomość siebie. Swoich reakcji, swoich potrzeb. I już teraz wiem, że dzięki temu zaglądaniu w głąb siebie pod odpowiednim kątem wiedziałam co robić, gdy na początku grudnia odezwała się depresja. Jak reagować, gdy wstawanie rano i mycie zębów zaczynało być problemem i nie lada wysiłkiem. Podjęłam decyzje, które być może długofalowo będą ryzykowne, dotyczące pracy zawodowej (która była głównym źródłem stresu w tym czasie) i udało się. Wkroczyłam w nowy rok z nową energią (ale oczywiście bez szalonego entuzjazmu, w końcu ja to ja), z nowym słowem – ale o tym za chwilę.

Dzięki ŹRÓDŁU wiem, że ze wszystkich mediów społecznościowych lubię instagram. Lubię robić zdjęcia (zawsze lubiłam, ale o tym zapomniałam), lubię czytać i lubię to pokazywać. Dlatego o wiele łatwiej jest mi podzielić się skrawkiem życia tam, niż na blogu. Blog wymaga więcej czasu, więcej samozaparcia. Nie samo pisanie, bo jak już zacznę, to leci, ale podjęcie wysiłku, by zacząć. Już wiem, że u mnie w tym leży cały problem. W tym roku spróbuję zatem podjąć ten wysiłek. Choćby tekst miał być krótki, to go napisać. Pamiętam, żę w zeszłym roku niejednokrotnie nagle zakiełkowała mi jakaś myśl, o której od razu pomyślałam, że warto o tym napisać na blogu. Ale zaraz potem przychodziło zniechęcenie, że myśl, to myśl, ale cały tekst to już spory wysiłek i poddawałam się. Albo stwierdzałam, że napiszę, ale w wolnej chwili. A myśl jak przyleciała, tak odleciała i potem sama już nie wiedziałam, czym się chciałam z Wami podzielić. .Pożyjemy – zobaczymy, jak pójdzie tym razem.

A co z 2020 rokiem?

No właśnie. Przechodząc do roku 2020, mam już kolejne One Little Word. Tym razem to PRIORYTET. Nie musiałam długo szukać, bo wypływa ono jakby z poprzedniego. Gdy szukałam tego, co ważne było i co ważne jest, gdy doszłam do wniosku, że skoro wiem co lubię, jaka jestem (no wiem trochę więcej, niż na początku 2019 🙂 ) i może nawet co chcę, a już na pewno, czego nie chcę, to skoro nie da się robić wszystkiego to skupię się na tych rzeczach, które odkryłam i to będą moje priorytety. I dlatego PRIORYTET – by o tym nie zapomnieć.

Chcę łapać chwile (choćby aparatem w komórce), chcę czasem się po prostu zatrzymać i zrobić coś świadomie. Chcę się dzielić tym, co przeczytam czy oglądnę. Chcę spędzać czas z osobami, na których mi zależy i którym zależy na mnie. Chcę pracować nad sobą, nad tym co potrafię. Chcę uczyć się nowych rzeczy.

Czy mi się uda? Czy nie upadnę gdzieś po drodze, bo przecież rok jest długi? Na pewno tak! I pewnie nie raz. Ale chcę wiedzieć czemu i po co się podnoszę. Chcę to widzieć przed sobą. I One Little Word na pewno pomoże. Bo słowa potrafią być żywe i lubią być właściwie wykorzystywane 🙂

Na Nowy Rok 2020 życzę Wam wszystkiego co dla Was najlepsze. Niech to nie będzie pasywny rok – który przetrwacie, ale aktywny – który przeżyjecie. Pełen Waszych działań ku dobremu i niech to dobro zawsze do Was wraca. I dziękuję, że jesteście tutaj ze mną. Bardzo to doceniam 🙂

Wasza Aga

Tytułowy obraz to „Girl with a Red Hat”, niestety nie znam autora.

Zajrzyj również tu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *