Jedno małe słowo, czyli powrót do źródła

Nowy rok zachęca do tego, by zrobić coś nowego. Niektórzy robią postanowienia noworoczne (kiedyś też robiłam), a ja postanowiłam zacząć od początku.

I nie, nie chodzi mi o porzucenie dotychczasowego życia i wyjazd do pustelni. Ani o skreślenie wszystkiego, co robiłam do tej pory, napisanie na tym “ZŁE” i tworzenie czegoś zupełnie od podstaw. Dla zasady albo dlatego, że inni tak robią. Zupełnie nie o taki kierunek mi chodzi.

Chciałabym w tym roku po prostu przyglądnąć się temu co robię, jak żyję, jakie mam wartości.

Nie chcę tego skreślać, ale chcę wiedzieć, sama przed sobą, czy to dobry kierunek, czy żyję w zgodzie ze sobą.  Jeśli znajdę gdzieś rysę, pęknięcie, czy zaniepokoję się kierunkiem, w którym zmierza moje życie, to zastanowię się, czy i jak coś zmienić.

Pytania te niejasno kłębiły się w mojej głowie już od jakiegoś czasu, ostatnio jednak jedno małe zdarzenie spowodowało, że postanowiłam coś z tym z robić. Czytając bloga Kasi z Worqshop wpadł mi w oczy wpis o Jednym Małym Słowie, przygodzie, czy też projekcie, którą zapoczątkowała Ali Edwards – One Little Word. Chodzi o wybranie sobie w styczniu jednego słówka, które będzie mi towarzyszyć cały rok. Będę je analizować, pisać, rysować, wycinać. Będzie mi towarzyszyć tak bardzo, że będę o nim myśleć codziennie. Dlaczego? Bo tak już jest, że jedno słowo może sprawić, że zmienimy nasze życie. Zastanowimy się nad rzeczami, nad którymi do tej pory nie myśleliśmy. Wejdziemy na tereny w swoim życiu, na które nie wchodziliśmy. Być może dojdziemy do wniosków, których się nie spodziewaliśmy.

Nie wiem, co mnie w tym projekcie urzekło i jak to będzie w praktyce wyglądać. Bo nie wierzę, że w naszym życiu coś się dzieje samo i samo słowo coś zmieni.  Ale już w pracę ze słowem wierzę.

Stąd ten dzisiejszy post.

Bo wybrałam swoje słowo.

To angielskie słówko: source, czyli źródło.

Jak dla mnie nie ma znaczenia język, w którym to słowo się wybiera, ale moje chodziło za mną od jakiegoś czasu i właśnie po angielsku słyszałam je w głowie (jakkolwiek to brzmi). I tak zostało.

I pierwsze, o czym myślę od kilku dni w kontekście tego zastanawiania się i nowego początku, to mój blog.

To znaczy myślę o nim od dawna, wiecie przecież. Pisałam nawet ostatnio, że się zastanawiam, że muszę odpocząć, że będę tu rzadziej.

Już teraz wiem, żeby myśleć o przyszłości tego miejsca, muszę sięgnąć do źródła. Zastanowić się, po co zaczęłam pisać, po co nadal to robię. Co chcę, byście tu przeczytali i jak chciałabym, abyście się w tym miejscu czuli.

Wydaje mi się, że w ostatnim roku skupiłam się nie na tym, co trzeba. Patrzyłam, co robią inni, jak piszą. O tym, jakie są tendencje w mediach społecznościowych. Myślałam o statystykach, o tym, ile osób wchodzi na stronę i czemu tak mało. A nie o to mi chodziło na początku. Chcę skupić się na tym, co ważne. Na tym, byście widzieli prawdziwą mnie. Byście czytali wpisy może nie idealne, ale zawsze prawdziwe.

I już wiem, że aby i mnie i Wam było tutaj dobrze, muszę trochę zmienić kierunek. Na razie widzę to wszystko trochę mgliście i niewyraźnie, ale wiem, że dojdę do tego, byśmy wszyscy byli tutaj szczęśliwi. Wrócę do źródła. Ale na spokojnie i po kolei – mam na to cały rok przecież 🙂

Aga

 

Zajrzyj również tu:

4 komentarze

  1. Cieszę się, że wracasz do źródła. Takie wracanie do początku jest zawsze dobre. Dzisiaj chyba potrzeba nam wracać do początku. Potrzeba zatrzymania, zastanowienia i zaczynania od nowa. Trochę jak rekolekcje 😀. Wszystkiego najlepszego na ten rok! Wracaj do źródła! Wpis super.

  2. Źródło kojarzy mi się bardzo…terapeutycznie 🙂 Z jednej strony w najprostszych, by się wydawało, czynnościach, ktore z jakiś względów przestają się układać, spojrzenie na źródło może szybko przywrócić ład…
    Z drugiej strony, co jak wiemy, że źródła nie ma…

    1. We mnie jest takie przekonanie, że wszystko ma swoje źródło. Jeśli z jakiejś przyczyny źródło, do którego chcemy wrócić, już nie istnieje lub nie da się go odtworzyć, możemy stworzyć nowy początek 🙂
      Jest dopiero dziesiąty dzień nowego roku, a ja już widzę, że to moje słowo – masz rację – dla mnie terapeutyczne poniekąd, jest absolutnie trafione. W głowie otwierają mi się szufladki, o których zapomniałam lub nie miałam pojęcia… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *