Podróż do Bergen, czyli co sobie sprawiłam na urodziny

Ta podróż to dość nieoczywisty prezent ode mnie dla mnie. Bo tak naprawdę uświadomiłam sobie dopiero po fakcie, że taki sobie prezent zrobiłam i że właśnie na czterdzieste urodziny.

Decyzja o wyjeździe była bardzo szybka. Nie miałam pojęcia, gdzie jechać na urlop w tym roku, szukałam różnych ofert last minute na południu Europy. W międzyczasie w internecie wpadła mi w oczy reklama obniżek na loty w jednej z linii lotniczych i z ciekawości kliknęłam.
Weszłam na loty z Katowic i pierwsze, co zobaczyłam, to lot do Bergen w Norwegii. Pomyślałam, że zawsze chciałam zobaczyć fiordy, więc może to ten moment.
Oczywiście przezornie, zanim kupiłam loty, poszukałam noclegu, bo gdyby się okazało, że nie ma, albo jest w jakichś horrendalnych cenach, to na koszty całego wyjazdu i tani lot nie pomoże.
Okazało się jednak że nocleg jest, w centrum miasta i w cenie bardzo w porządku.

Kupiłam więc bilety lotnicze i zarezerwowałam nocleg.

Decyzja i działanie zajęły mi godzinę.

Możesz pomyśleć, jeśli nie znasz mnie osobiście, że to szybka decyzja, może nieprzemyślana i że w ogóle jak, sama poleciałaś?
Ci co mnie znają wiedzą jednak, że to nie pierwsza moja samotna (ups, to brzydkie słowo i nieadekwatne w tym przypadku, więc powiedzmy że “w pojedynkę”) podróż i że ja bardzo lubię takie wyjazdy.
Planuję je na tyle, by czuć się bezpiecznie i nie na lodzie. Czasem planuję wcześniej dokładnie każdy dzień po dniu, a czasem decyduję z dnia na dzień, już na miejscu, jak spędzę wyjazd.

Pewnie zastanawiasz się, po co to wszystko piszę?

Powody są co najmniej dwa.

Pierwszy i najważniejszy, po moim ostatnim rzucie depresji (kiedy to było: trzy, cztery lata temu?) jest to moja pierwsza podróż “tak, jak kiedyś”. Kiedyś więcej podróżowałam. I lubiłam podróżować sama. Jednakże przez ostatnie kilka lat nie wyjeżdżałam w ogóle lub wyjeżdżałam grupowo. Oczywiście wyjazdy z przyjaciółmi czy znajomymi też były cudne, jednak do momentu “Bergen” wiedziałam, że czegoś mi jeszcze brakuje. Bo podróż samemu to czas wzmożonego przebywania ze sobą. Z własnymi myślami, emocjami, odczuciami. To ogromne, intensywne “tu i teraz”, które uświadamiasz sobie na okrągło. Zastanawiam się, czy można wyjechać samemu i przeżyć taki wyjazd bezmyślnie? Może i można, ale nie umiem sobie tego wyobrazić.
Dla mnie to czas, w którym układa mi się w głowie. To chwile, gdy różne problematyczne myśli czy sytuacje, z którymi sobie nie radziłam w życiu codziennym lub nie wiedziałam jak je rozwiązać znajdują swoje miejsce w mojej głowie. Nic mnie rozprasza, aby o nich nie myśleć i nie próbować ich rozwiązać. Nie mogę się wytłumaczyć brakiem czasu lub gonitwą dnia codziennego. To chwile, kiedy najzwyczajniej w świecie mogę się zachwycić: pogodą, przyrodą, widokiem, zgiełkiem miasta. Czyli zachwycić się po prostu chwilą. I mam czas się tym cieszyć. No i oczywiście moje wyjazdy w pojedynkę to czas na zachwyt sztuką. To zachwyt nad czymś znanym. W przypadku Bergen to zachwyt Edvardem Munchem, którego znałam, ale nie aż tak. A tu miałam okazję poznać jak zmieniał się jego sposób malowania, mogłam po prostu stać i patrzeć i cieszyć się tym. To również zachwyt nad czymś wcześniej nie znanym, czego nie miałabym okazji poznać, gdybym tam nie pojechała. To odkrycie Johana Christiana Dahl’a – pejzażysty okresu romantyzmu, urodzonego właśnie w Bergen, którego obrazy mnie zachwyciły. Gdy zobaczyłam jego “Drezno w świetle księżyca” to stałam jak urzeczona i nie potrafiłam odejść. Podróż samemu to niesamowity czas, który być może wbrew pozorom pokazuje, jakie wartościowe relacje z ludźmi mam na co dzień, ponieważ wtedy mogę tak naprawdę za nimi zatęsknić.

Drugi powód tego wpisu jest dość prozaiczny, ale zaskakujący. Uświadomiłam sobie bowiem, że to moja pierwsza samotna podróż po czterdziestce! Wcześniej podróżowałam, mając dwadzieścia kilka i trzydzieści kilka lat. Wydawało mi się wtedy, że jestem odważna i nie wyobrażałam sobie, jak “starsze” kobiety (sic!) podróżują same i że one dopiero muszą być odważne! Tak bowiem postrzegałam kobiety po czterdziestce czy po pięćdziesiątce.

A teraz sobie myślę, że dlaczego miałoby to być dziwne i że tak naprawdę to jest piękne.

Lubię się bowiem na tyle, że chcę spędzać ze sobą czas, jestem samodzielna, odważna i otwarta na świat (na swój sposób 😉 ). I takiej postawy życzę na przyszłość i sobie i Tobie!

Pozdrawiam,

Aga

PS

Dajcie znać w komentarzach tu lub na fejsbuku czy instagramie, czy interesują was wpisy o moich wyjazdach (starych i/lub nowych) może o tym, jak planuję taki wyjazd, itp.? A może chcecie coś więcej poczytać o sztuce? Nie nudnego, ale prostego? O tym co czuję i co widzę?

PS 2

W zapisanych relacjach na moim instagramie można zobaczyć moje Bergen dzień po dniu 🙂 Zachęcam 🙂

Zajrzyj również tu:

1 komentarz

  1. Świetny prezent! Ja też lubię samodzielne wyjazdy, ale raczej w Polsce. Chętnie o Twoich poczytam. Pozdrowienia i uśmiech 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *