#23. „Mój przyjaciel kot” Britt Collins

Zanim przejdę do właściwej recenzji i zanim napiszę, co o książce myślę, muszę zaznaczyć, że książka jest i pozostanie dla mnie wyjątkowa. I wbrew pozorom nie dlatego, że jest o kocie. Zapamiętam ją na długo, ponieważ to pierwsza egzemplarz recenzencki, jaki dostałam od wydawnictwa. Jako że nie posiadam tysięcy obserwatorów na instagramie czy fejsbuku, to tym bardziej dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu za zaufanie. To miłe. No i spełniło się jedno z moich marzeń – przysłano mi książkę do recenzji i powoli dociera do mnie, że robię, jeszcze bardzo nieudolnie to, o czym marzyłam  od ósmej klasy podstawówki – piszę o książkach. O tym, jak się ucieszyłam i jak byłam zaskoczona otrzymaną książką mogą wypowiedzieć się moje koleżanki z pracy. Były przy otwieraniu paczki i podobno kompletnie nie byłam sobą – czyli cieszyłam się, piskałam i machałam kończynami, w skrócie – wyrażałam dość skrupulatnie emocje 😉

Tyle tytułem wstępu.

Wracając do książki, to jest ona o stworzeniach, które uwielbiam. Niektórzy uważają je za bezczelne, przebiegłe i myślące tylko o sobie, gardzące wszystkim i wszystkimi naokoło. Ja wolę myśleć, że  są zadziorne, sprytne, pełne zdrowego egoizmu i z dystansem do świata.

Książka jest o kotach, bo choć główną bohaterką jest kotka zwana Tabor, o pierwotnym imieniu Mata Hairi, to w książce możemy wyczytać wielką miłość i autorki i bohaterów do kotów w ogóle. Bohaterów też, bo historia opisana w książce wydarzyła się przecież naprawdę.

Kot jest cudownym antydepresantem. Mówię o tym z doświadczenia, a książka, historia Tabor i Michaela, tylko to potwierdziła:

“-Naprawdę potrzebowałem jej towarzystwa – powiedział i oczy napełniły mu się łzami. – Jestem bezdomny, a depresja to jeden z największych problemów ulicy. Ta kotka była tęczą rozweselającą mój ponury świat.”

Nie będzie jednak samych “ochów i achów”. Bo o ile sama historia jest wzruszająca, to odnoszę wrażenie, że książka jest przeznaczona dla miłośników zwierząt i raczej tylko tych poruszy. Sama historia jest dość mdło napisana, aż tak nie pociąga. Nie ma tego czegoś, co nie pozwala jej odłożyć, przez którą nie można zasnąć, bo chce się więcej i więcej. Wydaje mi się, że można było tę historię napisać ciekawiej. Jak dla mnie książka sama w sobie przeciętna. Ale, może się czepiam? Może zbyt wiele po niej oczekiwałam?

Najlepiej sami oceńcie 🙂

„Mój przyjaciel kot”

Britt Collins

328 stron

Wydawnictwo Kobiece

moja ocena: 5/10

 

Pozdrawiam,

Aga

 

PS

Ciekawostka: Na głównym zdjęciu moja kicia, a na okładce książki prawdziwa Tabor 🙂

Zajrzyj również tu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *