Śmierć. I Życie. Czyli kilka słów zamiast standardowych życzeń świątecznych.

Śmierć.

W  dzisiejszym świecie udajemy, że nie istnieje.

W dzisiejszym świecie wszyscy są wiecznie młodzi i piękni.

Kolorowe gazety wypełnione są pięknymi kobietami i mężczyznami. Bez skazy.

Osób starszych lub choćby samych zmarszczek, jak na lekarstwo.

Udajemy, że śmierć nas nie dotyczy, że śmierć nas nie spotka.

Orientujemy się, że przecież jest nieodłączną częścią życia, gdy dotyka nas bezpośrednio. Gdy umrze ktoś nam bliski.

A później znowu jej nie ma.

Kiedy to się zmieniło?

KIedy zmarszczki przestały oznaczać doświadczenie, a zaczęły słabość i niedoskonałość?

A choroby?

Przecież według reklam nie ma choroby, której nie możemy sami wyleczyć. Na wszystko jest sposób. Cierpienie nie istnieje. Ból trzeba zabić.

I nie chodzi o to, by się męczyć, jak nas boli głowa. Ale przeginanie w drugą stronę, serio?

Nie unikniemy chorób i starzenia się organizmu. Pogódźmy się z tym. Co oczywiście nie oznacza:  Nie dbajmy o siebie.

Zachowajmy równowagę.

Ale miejmy świadomość, że gdzieś tam, bliżej lub dalej czeka nas śmierć.

Bo z takim założeniem łatwiej żyć pewniej, barwniej, bez konformizmu. Zgodnie z tym, w co się wierzy. Skupiając się na tym, co ważne. Nie przejmując się opiniami innych. Otaczając się ludźmi dla nas ważnymi, zostawiając za sobą relacje, które są dla nas krzywdzące.

Bo na wszystko inne, co nieistotne, szkoda życia.

Bo mamy je tylko jedno.

A potem śmierć.

A potem już “tylko” życie wieczne. Ja w nie wierzę.

Ściskam was mocno

Aga

Ain Vares „Jesus is the Gate”.

 

Zajrzyj również tu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *