Tu i teraz #2 czyli mój luty 2018

Jeśli odwiedzasz stronę MojejBuki na fejsbuku to wiesz, że po pierwsze jestem chora (i stąd – nie licząc oczywiście mojego braku zorganizowania – opóźnienie), a po drugie – napisałam poniższy wpis na komórce, siedząc w przychodniowej (jest takie słowo?) poczekalni, o wiele dłużej, niż powinnam. Zapraszam Cię  więc poniżej na moje “momenty” lutego.

Spotkanie przyjaciółek

Dość często trudno nam się spotkać, dlatego tym bardziej cieszę się, że w obliczu chorób i zajętości czasu udało  umówić się całej czwórce na sobotnie śniadanie w kawiarni; to jest specjalny i wyjątkowy czas. Przyjaźń z moimi dziewczynami wiele dla mnie znaczy (pisałam o tym trochę w tym wpisie), był to więc wyjątkowy lutowy “moment”.

Poczytane i porecenzowane

Bardzo się cieszę, że udało mi się napisać trzy zaległe recenzje na blogu.
Wypracowanie pewnego stałego rytmu pisania na bloga to cel do którego dążę i jednocześnie pewnego rodzaju moja pięta achillesowa. Żałuję, że nie potrafię tej blogowej pracy odpowiednio zaplanować. Oczywiście nie rezygnując z pewnej spontaniczności przemyśleń i związanych z nimi wpisów. Świetnie by było, gdybym umieszczała te moje recenzje czy mini-recenzje szybciej, niż z ponad miesięcznym opóźnieniem. Im dalej od momentu skończenia książki, tym bardziej atmosfera i odczucia po jej przeczytaniu rozpływają się i nawet najlepsze notatki, czy ulotne myśli, które zapisuję w trakcie czytanie nie pomogą, gdy w głowie mam już kolejną książkę.

Czas mknie jak strzała

Wielki Post. Zaczął się tak szybko, że jeszcze to do mnie nie dociera. W ogóle jakąś abstrakcją jest dla mnie to, że minęły już dwa miesiące nowego roku, który powoli przestaje być nowym. Mam wrażenie, że za moment minie półrocze i potem znow z górki.

Choroba

W mediach głośno było o grypach, anginach i przeziębieniach. Walczyłam ,by nie zachorować cały styczeń i cały luty i prawie mi się udało. Prawie, bo ostatniego lutego zaczęłam się czuć niespecjalnie i 1 marca mnie siekło. Zasadniczo nie powinnam tego pisać w “tu i teraz” lutowym, ale skoro właśnie nie potrafiłam się zorganizować j nie napisałam tego wpisu wcześniej, to ukradnę to marcowi.

Wiosna

Ten punkt też jest już trochę akontem marca, ale tak pozytywny, że nie mogę się opanować i wrzucam tu, niech się skończy pozytywnie ten wpis, a nie choróbskiem.
Uwaga, uwaga! Dziś rano sroki za moim oknem jak co roku zaczęły odnawiać stare gniazdo i jeszcze budować nowe. Latają z patykami jak wariaty, a to dla mnie naoczny dowód na to, że wiosna jednak idzie 🙂

I tak oto napisałam ten wpis na komórce w poczekalni u lekarza. I z choroby wyjdzie coś dobrego!

Buziaki (przez internet nie zarażam) i pozdrawiam ciepło!

Aga

PS – tytułowy obraz to „Mróz”, rosyjskiej malarki Natalii Gonczarowej

 

Zajrzyj również tu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *