Tu i teraz #1 czyli mój styczeń 2018

To nie będzie tekst najwyższych lotów. Weny dalej nie mam, ale nie chcę milczeć i nie chcę dać się pokonać (samej sobie) z tego powodu. Gdy zdarza mi się długo nie pisać, uciekają wszystkie ulotne myśli, które pojawiają się nagle i jeśli ich nie zapiszę lub nie zapamiętam to fiu! i już ich nie ma. A szkoda, bo może Cię zainspirują? Albo powiedzą Ci coś więcej o mnie?
Dlatego w ten weekend postanowiłam, że nie ma zmiłuj i choćby mi palce krwawiły, to wpis się pojawi.

A wpis jest szczególny, bo rozpoczyna nowy cykl na blogu. “Tu i teraz” to bowiem jedno z ważnych dla mnie wyrażeń. Połączenie słów proste i jednocześnie głębokie. Mówi o tym, jak usiłuję żyć. Chwilą. Nie lekkomyślnie, broń Boże, a jedynie usiłując zatrzymać w sobie ważne momenty i nie odkładać radości z tych pięknych i dobrych na później. Nie rozpamiętując też tych gorszych w nieskończoność, bo… szkoda życia.
Dlatego kilka tych ulotnych chwil czy przemyśleń co miesiąc zostawię tutaj dla siebie i dla Ciebie.
Nie mam zielonego pojęcia, co z tego wyjdzie. Czy to w ogóle dobry pomysł. Ale jeśli nie spróbuję, to się nie przekonam, prawda?

Zielono mi

Zaczynam mieć fioła na punkcie roślin doniczkowych. O ile kiedyś mało co u mnie rosło i nie byłam przekonana, czy w ogóle mam rękę do kwiatów, o tyle teraz nie umiem sobie wyobrazić mieszkania bez doniczek. Już w zeszłym roku zauważyłam niepokojące objawy w postaci przyniesienia do domu kilku nowych kwiatów. Ale to w styczniu uzmysłowiłam sobie, że chcę ich mieć dużo. Gdy myślę o zmianach i małych remontach, to w każdym planie czy pomyśle uwzględniam miejsce na rośliny doniczkowe. Miejska dżungla to trend, który mega do mnie przemawia. Kiedyś śmiałam się z rodziców, którzy mieli w domu mnóstwo kwiatów i rozsadzali je w nieskończoność, a teraz sama zaczynam tak robić. Mało tego, w pracy też zapełniłam już połowę parapetu 🙂 Może się starzeję? Często w domu przyglądam się, czy idzie nowy liść lub co się zmieniło. Gdy któraś roślina zaczyna kwitnąć lub szaleńczo rosnąć, to cieszę się jak dziecko. To małe radości, dzięki którym życie jest piękniejsze.

Kwestia wieku

No właśnie. W tym roku kończę czterdzieści lat. Niby mnie to nie przeraża, ale często o tym myślę. O tym, jak wygląda moje życie, co osiągnęłam i ile przede mną. Tego rodzaju pytania mnożą mi się w głowie, a w zasadzie nie padają żadne odpowiedzi. Zastanawiam się, czy dokonałabym innych wyborów (nie wiem) i czy jeszcze życie czymś mnie zaskoczy (też nie wiem). Generalnie zrobiło się w mojej głowie w styczniu bardzo filozoficznie.

Zima, zima, zima…

Nie lubię. Wiem to od dawna, ale w tym miesiącu wyjątkowo odczuwam do niej awersję. Nic mi się nie chce, zmuszam się więc do jakiejś aktywności, ale to dla mnie katorga.Najchętniej przespałabym te kilka miesięcy i obudziła się w kwietniu. Serio. Może to jest marudzenie, ale włącza mi się w zimie prawie z automatu. Gdyby nie drobne radości, które sobie funduję – ciekawa książka, zapalona świeczka czy zaświecone cotton balls, to z pewnością pogrążyłabym się w tym jęczeniu do końca. Tymczasem faktycznie te drobne przyjemności potrafią utrzymać mnie w ryzach. Choć to nie jest łatwe.

Z jednej strony właśnie ze względu na zimę cieszę się, że styczeń już minął, bo to o jeden miesiąc bliżej do wiosny. Z drugiej strony jednak mam wrażenie, że dopiero było Boże Narodzenie, a tu już w tym tygodniu będzie tłusty czwartek i pewnie za moment minie luty. Naprawdę coraz częściej odnoszę wrażenie, że życie, to chwila.

Najważniejsze więc jest to i moje, i Twoje “tu i teraz”.

Pozdrawiam ciepło
Aga

Tytułowy obraz to Liana Nakashidze „Winter”

Zajrzyj również tu:

2 komentarze

  1. O tak, niech zima sobie idzie. Też mam awersję.
    Kwiaty? Nie ma szans. Koty mi obgryzają. 🙂
    Czterdziestka to wiek jak każdy, nic się nie zmieni po tej magicznej dacie. 🙂 Jednak to prawda, że skłania do podsumowań.
    Pomysł tu i teraz podoba mi się, natomiast nie podoba mi się zdanie, że nie jest to tekst górnych lotów. 😛 🙂

    1. Basia kochana, jak zwykle 🙂 No cieszę się, że coś z tego tekstu wyszło jednak, bo się nie zapowiadało 🙂 No mój kot też obgryza, więc ostatnio piękną, świeżą monsterę musiałam wynieść do pracy, bo zaczęła chorować i monstera i kot 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *