Podsumowanie postanowień na 2017 rok czyli o tym, jak się sprawy mają

W zeszłym roku po raz kolejny robiłam postanowienia noworoczne. Pamiętam, że mocno się poprawiłam w stosunku do lat wcześniejszych, a postanowienia były tylko trzy. Bo wiadomo, ma być realnie i nie za dużo. Jeśli ktoś nie pamięta, jak to było, to szczegóły doczytacie w tym wpisie.

Nie ma jednak co przedłużać, czas na spowiedź.

Postanowienie 1: Wyzwanie książkowe 2017 – 32 książki w 32 kategoriach.

Niedługo wrzucę szczegółowy, osobny wpis o tym, co przeczytałam i w jakiej kategorii. Teraz ogólnie wspomnę tylko, że  nie udało mi się ukończyć całego. Przeczytałam łącznie w 2017 roku 38 książek. Z tego 26 zamieściłam w wyzwaniu, czyli do ukończenia wyzwania zabrakło mi 6 książek. Nie mam w sobie jednak poczucia winy czy nawet jakiegoś niezadowolenia dlatego, że nie ukończyłam całego wyzwania. Traktowałam je, tak jak będę traktować przyszłe – mocno z przymrużeniem oka. Nie jest to dla mnie sprawa życia i śmierci. Zawsze podkreślam, że chodzi o to, by czytać i by czytanie było przyjemnością.
Cieszę się, że w tym roku podciągnęłam trochę recenzje na blogu, chciałabym by w przyszłym roku było pod tym względem jeszcze lepiej.

Postanowienie 2: Mniej znaczy więcej.

Chyba to mi się udaje. Bardzo powoli, ale cały czas do przodu posuwam się z tym, by mieć mniej. Nieustannie coś z domu wynoszę i oddaję. Robię porządki. I kupuję mniej. Wszystkiego. Poza książkami. Ale sumiennie duże ilości wynoszę do biblioteki. To wszystko cieszy mnie ogromnie i to postanowienie przestaje chyba być noworocznym, a staje się życiowym. Towarzyszy i będzie mi towarzyszyć nieustannie.

Postanowienie 3: Planowanie pracy online.

I tu jest lepiej. Staram się pracować blokowo, to znaczy przygotowuję z góry kilka rzeczy jednym ciągiem tak, by potem nie sięgać już po komputer. Jeszcze przede mną długa droga, szczególnie blogowa, bo wiele jest do poprawienia i wprowadzenia, ale o tym będę wam opowiadać na bieżąco w 2018 roku i mam nadzieję, że sami zobaczycie efekty (i że będą się wam podobać).
Ja cieszę się, że w tym roku nauczyłam się odcinać od komputera czy komórki. Nie jestem na smyczy, co sprawia, że jestem spokojniejsza i szczęśliwsza.

Podsumowując.

Generalnie realizacja postanowień nie wypadła najgorzej, co mnie cieszy, bo motywuje do zmian i pracy nad sobą w przyszłości. Jednak nie robię postanowień na 2018. Niektóre rzeczy weszły mi  w krew i nie są postanowieniem, a częścią życia i na nich chciałabym się skupić, oraz na „tu i teraz” które kocham, dzięki którym jestem szczęśliwa i spełniona. Akceptacja siebie takim, jakim się jest, z tym, co się lubi a czego nie, oraz akceptacja swojego życia sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, ale jednocześnie nie osiadamy na laurach tylko pracujemy nad tym, aby było lepiej.

Pozdrawiam

Aga

Tytułowy obraz to „Ciepłe popołudnie” Sabzi’ego.

Zajrzyj również tu:

3 komentarze

  1. Ostatnio stwierdziłam, że jestem mistrzem w wymyślaniu postanowień i w ich nierealizacji. 🙂 Trochę to smutne, ale cóż .. widać ten typ tak ma. Jednak ciągle próbuję i właśnie siedzę nad postanowieniami na ten najbliższy rok. Może tym razem się uda. 🙂

    1. U mnie jak widać nie jest idealnie. Ale widzę, że z roku na rok robiłam coraz bardziej realne postanowienia i coraz mniejszą ich ilość. Bardzo małymi kroczkami do przodu. W tym roku dla odmiany nie robię. Za to stawiam sobie cele. Zobaczymy, jak będzie. A Tobie Basiu – życzę powodzenia!

      1. Tak naprawdę u mnie to nie są postanowienia, ale plany. Spisałam sobie wszystko co bym chciała zrobić w tym roku, wzięłam poprawkę na swój słomiany zapał, dołożyłam dużą dawkę dystansu i również postanowiłam dreptać małymi kroczkami. Za rok zobaczymy co z tego wyszło. 😀
        Dziękuję Aga. Wszystkiego dobrego! :-*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *