Być jak storczyk, czyli słów kilka o tempie rozwoju

Całe lato moje storczyki, sztuk dwa, stały łyse. Oczywiście miały liście, mnóstwo liści, ale poza tym nic. Miesiącami nic. Żadnego pędu, żadnego kwiatka. Nic. Straciłam nadzieję, że jeszcze coś z nich będzie.
Bardzo lubię kwiaty, ale nie mam ich dużo z dwóch powodów. Po pierwsze mam małe mieszkanie, więc mogę mieć ich ograniczoną ilość. Po drugie choć je lubię, to nie jestem jakąś super znawczynią i specjalistką w ich hodowli. Odnośnie storczyków pomyślałam więc, że pewnie coś źle robię, nie mam do nich ręki i w zasadzie biłam się już z myślami, czy ich po prostu nie wyrzucić.

Minęło lato, nadeszła jesień, a tu nagle w jednej z doniczek przy liściach pojawił się pęd. Najpierw jeden, potem drugi. I to nie koniec. Potem trzeci, który w dodatku rozdwoił się, więc są jakby cztery. Przeprosiłam storczyka od razu za to, że chciałam się go pozbyć. Drugiego, mimo że nic nie wypuścił, na wszelki wypadek też.
Teraz codziennie z zachwytem patrzę, jak pędy rosną i nie mogę doczekać się chwili, gdy będę musiała tam wbić jakiś patyk i je poprzypinać. A potem będą kwiaty. Ach, cudnie.

Zastanawiacie się pewnie, czemu o tym piszę i co to ma wspólnego z rozwojem waszym czy moim?

Bo gdy tak patrzę na tego storczyka, to tak sobie myślę, że on po prostu żyje w swoim własnym tempie. Myślałam, że się zatrzymał w miejscu, ale myliłam się.  Gdzieś tam, w środku, z daleka od moich ciekawskich oczu rozwijało się życie. Czy gnało do przodu, czy robiło to powoli, krok po kroku,  nie wiem. Ale z pewnością nie stało w miejscu.

Ludzie dokoła nas często mają wobec nas różnego rodzaju oczekiwania. W pracy, w domu, w przyjaźni. Ba! Często my mamy oczekiwania wobec naszych dzieci. Gdy są małe, bacznie patrzymy na nie i na ich rówieśników.
Porównujemy, chwalimy się przed innymi albo martwimy w skrytości. Tym, że moje dziecko jeszcze nie chodzi, a sąsiadki owszem. Albo mówi pojedyncze słowa, a to obok układa już całe zdanie. Albo moje „chodzi jak w zegarku” i śpi „jak należy”, a sąsiadkowe nie. Mało tego, często my (lub inni) mamy już gotową opinię, i wiemy, co ona (ta sąsiadka 😉 ) robi źle (bo na pewno coś robi).*

My też dla innych często nie jesteśmy „akuratni”. Albo zachowamy się nie tak, jak trzeba. Może czegoś nie wiemy, a wypadałoby wiedzieć. Może nie rozumiemy uczuć swoich lub czyichś.

Tymczasem każdy z nas ma prawo być w danym momencie życia takim, jakim jest. Z pewnymi niedoskonałościami czy wręcz brakami. Bo nie chodzi o to, byśmy byli idealni, pod zegarek. Kwitniemy w lecie, w zimie zimujemy. Budzimy się na wiosnę, a jesienią tracimy liście i chęci do życia.

O nie! To nie jest takie proste. Człowiek nie jest prosty. Ten mój storczyk jasno mi pokazał, że ja, jako jego środowisko życia mogę mieć wobec niego różne oczekiwania, ale to on rośnie, rozwija się i zakwitnie w najmniej odpowiednim momencie.

Warto mieć więc dystans do innych i do siebie. Czasem może ugryźć się w język albo w mózg i pozwolić osobom dokoła rozwijać się w ich tempie. Przecież ważne, że się rozwijają! I my też. Dbajmy o siebie, uczmy się, rozwijajmy, nabierajmy różnorakich doświadczeń, ale pozwólmy sobie rozwijać się we własnym tempie, a nie tak, jak inni tego oczekują.

Pozdrawiam
Aga

* Żaden z przykładów, które podałam, nie jest z mojej strony generalizowaniem zachowań. Przytaczam takie, a nie inne, by dobrze sprecyzować to, co chcę wam przekazać. Absolutnie nie neguję obserwowania swojego dziecka i reagowania, gdy faktycznie coś jest nie tak.

PS

Tytułowe storczyki są autorstwa Sue Lynn Cotton, a piękny obraz olejny storczyka w orientalnej misce to dzieło Jeanne Illenye.

Zajrzyj również tu: