Ale to już było czyli „Więzień labiryntu” James’a Dashner’a

„Więzień labiryntu” to kolejna trylogia, która czekała w kolejce do przeczytania, po „Igrzyskach Śmierci” i „Niezgodnej”. O ile „Igrzyska…” mnie zachwyciły, a „Niezgodna” przekonała do siebie, to „Więzień…” jakoś nie kupił.

Niby wszystko się zgadza. Niby mamy głównego bohatera, młodego, który dojrzewa, jest tym wybranym, przechodzi wszystkie próby, zakochuje się i traci kogoś bliskiego. Rozwiązanie całej sprawy na końcu okazuje się tym najprostszym, na które można było wpaść na samym początku. No i wszystko kończy się dobrze.

Czemu więc się czepiam? Bo że się czepiam, to oczywiste 😉

To wszystko już było. Książka, zasadniczo cała trylogia niczym nie zaskakuje. Oczywiście różni się w szczegółach, ale nie na tyle, by mnie zachęcać i zachwycać. Przeczytałam całą, bo nie chciałam jej skreślać po pierwszym tomie (a mogłam). Nie żałuję tego, bo mam dzięki temu ogląd całości i mogę się wypowiedzieć. I z pewnością młodszy czytelnik znajdzie w niej mnóstwo rzeczy, które mają mi udowodnić, że „Więzień…” to nie to samo co „Igrzyska…” czy „Niezgodna”, że Tomas to nie Katniss ani nie Tris, ja jednak będę obstawać, że jeśli czytało się te dwie trylogie, to tę trzecią można sobie darować.

Zarówno „Igrzyska Śmierci”  jak i „Niezgodna” to był powiew świeżości, coś nowego. Bohaterki były wyraziste. Czytając widziałam, jak się zmieniają, czułam to, co czuły, biłam się z myślami jak one. W „Więźniu…” nie było tej świeżości, a sam bohater był jakiś taki… nudny. Bywa i tak.

Można przeczytać, ale nie trzeba 🙂

KATEGORIA WK2017: Książką, którą od dawna chciałam przeczytać

James Dashner

„Więzień Labiryntu” – tom 1.

424 strony

 

James Dashner

„Próby ognia” – tom 2.

424 strony

 

James Dashner

„Lek na śmierć” – tom 3.

440 strony

moja ocena całości: 6/10 (pobłażliwie trochę na wyrost)

Pozdrawiam,

Aga

 

 

Zajrzyj również tu: