Raz kozie śmierć, czyli stawiam czoło postanowieniom noworocznym (starym i nowym)

Nadszedł czas, by podsumować realizację postanowień zeszłorocznych.
Pierwszy zamysł był taki, by zrobić dwa osobne wpisy: jeden podsumowujący rok i drugi o nowych. Pomyślałam jednak, że jedno wiąże się z drugim (sami zobaczycie to powiązanie w dalszej części posta) i lepiej napisać to za jednym zamachem.

Zadam sobie dziś dwa pytania: Pierwsze to: Jak wypadła realizacja postanowień? I drugie: Jakie  należy wyciągnąć wnioski i jak to się ma do postanowień na ten rok?

Jeśli chodzi o zeszłoroczne postanowienia noworoczne, to trochę ich było. No ale po kolei.

1. Podejmuję się udziału w Wyzwaniu Książkowym 2016 – 32 książki dla 32 kategorii.

Temu postanowieniu poświęciłam osobny wpis, jeśli ktoś z was jeszcze nie czytał, to zachęcam. Dopowiem tylko, że było warto!

2. Przeczytam w ciągu roku przynajmniej 4 (po jednej na kwartał) książki rozwojowe – tematyka mocno dowolna, o motywacji, rozwoju osobistym, o social mediach,  książki te mogą, aczkolwiek nie muszą, wpasować się w kategorie Wyzwania Książkowego.

Zaczęłam trzy. Nie wiem, czemu ten „gatunek” tak ciężko mi idzie. Bo wymaga zaangażowania, przemyśleń i podjęcia działań? Pewnie tak. I nie chodzi o to, że ciężko się je czyta, albo że mi się nie podobają. Te, które zaczęłam są absolutnie rewelacyjne i WIEM, że je skończę. Chyba po prostu potrzebuję więcej czasu i może większej własnej, tej w środku, motywacji. Ufam, że dokończę je w tym roku.

3. Schudnę w ciągu roku co najmniej 10 kg (zaczęłam wczoraj, trzymaj za mnie kciuki), jeśli schudnę więcej to płakać nie będę 😉

Na tym polu – kompletna porażka. Nie schudłam nic a nic. Odnoszę wrażenie, że kompletnie nie posiadam silnej woli, oraz że brak mi motywacji.

4. Codziennie przeczytam przynajmniej 1 werset z Biblii – wiara jest dla mnie ważna i nie ma siły, żebym nie znalazła na to kilku minut w ciągu dnia.

Napisałam, że nie ma siły, bym nie znalazła chwili. Otóż jest taka siła. To jest niesamowite, że przy tak, po ludzku rzecz biorąc małym postanowieniu, człowiek może nie podołać. Naprawdę bywały dni, a czasem tygodnie, że nie poświęciłam na to ani sekundy. Czy faktycznie nie miałam wtedy chwili? Bzdura. To pokazuje, że często i gęsto w życiu jest dla mnie ważniejszych mnóstwo pierdół i, jak się okazuje po czasie, rzeczy kompletnie nieistotnych i nie wnoszących do mojego życia nic. Może jedynie poza uświadomieniem mi, że są i że niepotrzebnie poświęcam na nie czas. W tym roku nie traktuję tego jak postanowienia, ale próbować będę nadal.

5. Będę rozwijać swoje umiejętności hafciarskie – w praktyce: cały czas muszę mieć coś na tamborku, będę próbować haftować na nowych materiałach, różnymi nićmi, popróbuję nowych technik.

Udało się. Bez dwóch zdań rok 2016 był sukcesem, jesli chodzi o haft. Wiele prac udało mi się wykonać, próbowałam różnych rzeczy. Haftowałam na lnie, na różnych rodzajach kanwy, wypróbowałam kilka technik. Bardzo jestem z siebie zadowolona, jeśli o to postanowienie chodzi 🙂

6. Każda niedziela tego roku będzie niedzielą offline  – bez Facebooka, bez Instagrama, bez bloga, bez komunikatorów; udowodnię sobie i innym, że jeśli jeden dzień nie będzie mnie w sieci, to świat się nie zawali.

To też się udało, choć trochę je w przeciągu roku zmodyfikowałam. Czasem nie była to niedziela, ale inny dzień tygodnia. Czasem byłam online i przez dłuższy czas. Postanowienie okazało się bardzo potrzebne, bo faktycznie pokazało, że DA SIĘ czasem być offline i że wtedy świat się nie kończy.  Momentami miałam pokusę, by się „pokazać” w sieci, ale starałam się jej nie ulegać. To dobry detoks, szczególnie dla osób, które tak jak ja działają w internecie, wykonują tam jakiś rodzaj pracy (jak prowadzenie bloga). Z doświadczenia wiem, że czasem pojawia się myśl, że skoro to jest rodzaj pracy, to muszę to mieć pod kontrolą cały czas i być dostępna dla innych, bo być może mnie potrzebują. Nic bardziej mylnego. Powtarzam raz jeszcze, świat się nie kończy, gdy jakiś czas nas nie będzie online. Każdy, kto spróbował takiego detoksu lub w jakiś inny sposób doszedł do potrzeby równowagi pomiędzy światem w internecie, a światem poza nim, pewnie się ze mną zgodzi.

Podsumowując. Nie jestem pewna, czy sześć postanowień, to nie za dużo. Może powinno być jedno, dwa lub trzy tak, aby faktycznie można było się na nich skupić? Bo że realne i możliwe do wykonania, to wiadomo. Gdy jest ich więcej, to potem, gdy w ciągu roku zmienia się w jakiś sposób nasza sytuacja życiowa (zmiana pracy, ślub, pojawienie się na świecie dziecka), to zbyt dużo postanowień może nam umknąć, lub nas zniechęcić. Widzę to po sobie, bo ja kilka dni po napisaniu w zeszłym roku wpisu o postanowieniach, zaczęłam nową pracę, a to ogromna zmiana w życiu. Wiele rzeczy się wtedy weryfikuje, czasem i priorytety się zmieniają.
Oczywiście można robić postanowienia dla samych postanowień, a potem przez cały rok mieć je gdzieś, ale mnie nie o to chodzi 🙂


Opierając się więc na doświadczeniu ostatniego roku postanowiłam w tym roku mieć mniej postanowień.
Oto one:

POSTANOWIENIA NA ROK 2017

(kolejność przypadkowa)

1.Wyzwanie Książkowe 2017 – 32 książki w 32 kategoriach

2. Mniej znaczy więcej

3. Planowanie pracy online

Nie pozostawię was oczywiście bez wyjaśnień, bo wiem, że postanowienia (no  może poza wyzwaniem książkowym) brzmią dość enigmatycznie.

Wyzwanie książkowe 2017 jest oczywiste, tym bardziej że ostatnio o nim pisałam.

Mniej znaczy więcej. Jestem chomikiem. Nie ma co tego ukrywać, a ja przed samą sobą już dawno się do tego przyznałam. Mam dużo rzeczy: książek, ubrań… ścierek kuchennych.  Nigdy pewnie nie uda mi się zostać minimalistką z krwi i kości, dlatego nie tak brzmi moje postanowienie. W bilansie na koniec roku chciałabym po prostu mieć chociaż jedną rzecz mniej, niż na początku. Czyli jeśli teraz mam w domu nie wiem, 200, 300 czy 400 książek (widzicie? nawet nie wiem, ile ich mam), to w grudniu chciałbym mieć ich 199, 299 czy też 399. Tak samo z ubraniami czy innymi rzeczami, niech to będą rzeczone ścierki czy kubki. Jest to do zrobienia i mam na to cały rok. Jak mam zamiar to realizować? Oto przykład. Jeśli będę chciała kupić sobie kubek, który masakrycznie mi się podoba, to muszę najpierw wyrzucić (oddać, komuś przekazać itp.) z domu dwa stare. Jasne? Mnie się to wydaje do zrobienia. Co myślicie?

No i trzecia sprawa. Chcę ograniczyć swój czas spędzany przed komputerem, jednocześnie nie rezygnując z tego, co tutaj robię (ani z jakości tej pracy). Wydaje mi się, że lepsze planowanie to oszczędność czasu, który mogę poświęcić na haftowanie, czytanie książek czy spotkania z przyjaciółmi. Mam zamiar rozpisać plan działań na cały rok, cykliczne posty w grupie książkowej wrzucić za jednym zamachem z góry na cały rok  za pomocą Hootsuite (dla niewtajemniczonych – jeden z programów do planowania i programowania postów na fejsbuka) oraz zaplanować pisanie wpisów na bloga na tematy, które od dawna planuję poruszyć. Oczywiście nie mam zamiaru rezygnować ze spontaniczności. Ale jedno nie wyklucza drugiego 🙂

Uff. to się dziś napisałam 🙂 Chciałam się jednak z wami podzielić. Trochę wyspowiadać, trochę pochwalić. Podzielić planami. I pokazać tym z was, które tego potrzebują, że mam swoje wzloty i upadki, wiele rzeczy mi się udaje, ale i wiele nie. nie zatrzymuje mnie to jednak w działaniu. Tak to jest w życiu, bez względu na to czy z depresją, czy bez.

A ty jak? Robisz plany? Realizujesz? Czy idziesz na żywioł? Podziel się w komentarzu, jestem ciekawa jak to jest u Ciebie 🙂

 

Obraz na dzień dobry to „Sunny Goat” (słoneczna koza) – Leonid Afremov
Zdjęcie pochodzi z darmowego banku zdjęć z bloga Jest Rudo 🙂

Ściskam mocno,

Aga

 

 

Zajrzyj również tu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *