Tabelki-srelki czyli o tym, jak wykorzystywać swoje talenty

Wczoraj po pracy byłam na spotkaniu stowarzyszenia „Tyskie Szpilki w Biznesie”. Bo jestem członkinią. Bo zadeklarowałam, że będę. Bo już w zeszłym roku szkolnym zaangażowałam się ciut w jego działalność i w tym roku nie zamierzałam z tego rezygnować.
A strasznie mi się nie chciało.
No bo pomyślcie. Piątek. Po pracy. Moment, w którym najczęściej z utęsknieniem i zachwytem myślę o tym, że zaczyna się weekend i jedyne (zazwyczaj) o czym myślę w tym momencie, to że mam ochotę odpocząć.
A tu, masz ci los, spotkanie, na które się zadeklarowałam i głupio byłoby nie być. Poszłam więc.

Spotkanie okazało się tak pełne werwy (momentami nawet za bardzo , haha 😉 ), konkretne i pełne planów, że zmęczenie i niechęć, które mi towarzyszyły, ulotniły się w mgnieniu oka. Prowadząca punkt po punkcie odhaczała tematy do omówienia, pomysły się sypały. Dzięki temu udało nam się stworzyć plan pracy na cały nadchodzący rok.

Nie obyło się też bez dzielenia obowiązków. I tu podziała się rzecz zdumiewająca. Podziała się we mnie. Podziała się w taki sposób, że sama byłam zaskoczona.

Jednym z zadań do rozdzielenia była papierologia Stowarzyszenia. Składki, tabelki, deklaracje, e-maile. No nuda, nuda i nuda, która jednak niezbędna jest do funkcjonowania. I wiecie, jaka myśl towarzyszyła mi przy odczytywaniu tych zadań? MUSZĘ SIĘ ZGŁOSIĆ PO ODCZYTANIU NAJSZYBCIEJ JAK TO MOŻLIWE, ABY MNIE NIKT NIE UPRZEDZIŁ.

Naprawdę!

Mam to w pracy na co dzień. Tabelki, papierologię, analizę i pilnowanie w tym wszystkim porządku. I kocham to robić tak bardzo, że nie wyobrażałam sobie POZA PRACĄ, że ktoś mógłby mi to zabrać. Zgłosiłam się więc zaraz, szybciutko, byłam pierwsza i dostałam to, co chciałam. Byłam przeszczęśliwa, a najbardziej komiczne było to, że reszta odetchnęła z ulgą, nie ukrywając radości wielkiej,  że ktoś wziął tę działkę.

Jaki z tego morał?

Cudownie jest robić w życiu to, co się kocha (lub lubi) i być w tym dobrym.

Ja robię i… jestem  tym dobra.

Dzielę się tym więc na innych płaszczyznach.

Każdy z nas dostał jakiś prezent z góry, rozwinął jakieś umiejętności i z pewnością w czymś jest dobry.

Pamiętajcie – nie zatrzymujcie tego snobistycznie dla siebie 🙂 Dzielenie się tym daje tyle samo radości innym, co i wam 🙂Zdjęcie pobrane z darmowego banku zdjęć Pixabay 🙂

PS
Tytułowa praca to oczywiście Claude Monet i jego „Spacer po klifie w Pourville”. Nieprzypadkowo i z dwóch powodów. Po pierwsze to przepiękny obraz i artysta wielkiego talentu, a po drugie dlatego, że zamierzam to wyhaftować 🙂

PS 2

Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna za odzew po ostatnim wpisie. Każda uwaga odnośnie przyszłości bloga jest dla mnie cenna.

Pozdrawiam

Aga

Zajrzyj również tu:

4 komentarze

  1. Ale ekstra! Wyhaftujesz taki obraz? Będzie przepiękny. Widziałam już na żywo obrazy malowane haftem, są niesamowite. Świetny pomysł. 🙂 Cieszę się bardzo że masz pracę którą lubisz,bo odkrycie tego co się chce robić w życiu nie jest łatwą sprawą. Widzę, że wszystko układa się świetnie. Super! 🙂

    1. Tak Basiu, układa się. To moja praca nad sobą, ale i pozytywne nastawienie między innymi dzięki Tobie, bo zawsze mi tu towarzyszysz 🙂 Na Kociemotkach będę pokazywała etapy pracy nad obrazem, który będzie prezentem, także zapraszam do śledzenia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *