Jadę na urlop, czyli o nowym wymiarze wolnego czasu

Za dwa dni jadę na urlop. Pierwszy od dwóch lat. Bo czasu, kiedy nie pracowałam nie liczę. To zupełnie co innego.

Mało tego. Wyjeżdżam na pełne dwa tygodnie. Tak długiego urlopu nie miałam od dawien dawna. Ostatni chyba… 7 lat temu?

Może to dziwne, ale to prawda. Pierwszy raz jednak mam pracę, w której jest to możliwe i w której nikt nie robi mi z tego powodu wyrzutów. Oczywiście nie jest jak w bajce i z powodu urlopu mam jeszcze więcej pracy teraz i już wiem, że będę mieć mnóstwo, gdy wrócę. Nie jest to jednak problemem, gdy atmosfera w pracy jest ok, a ja po prostu muszę zrobić to, co do mnie należy. Jak to sobie zorganizuję, zależy ode mnie. Także – jest dobrze.

Wracając jednak do meritum, czyli mojego wyczekanego, pierwszego urlopu w nowej (w sumie już nie takiej nowej) pracy.

Radość, jaką czuje, gdy tylko pomyślę o tym czasie wolnym, z przyjaciółmi, nad wodą, jest niezmierna. To niesamowite uczucie, gdy ma się przed sobą wizję odpoczynku, pogaduszek, czytania książek, mnóstwa krzyżykowania (tak, tak, zabieram ze sobą moje robótki ręczne) albo najzwyczajniej w świecie wypicia porannej kawy bez pośpiechu i w ogrodzie.

Myślę, że to będą dobre dwa tygodnie, podczas których z pewnością spiszę każdy pomysł i każdą wizję dotyczące bloga. Tak się składa bowiem, że trochę mi się ich rodzi ostatnio w głowie, potrzeba jednak czasu i spokoju, by to sobie wszystko poukładać. Myślę, że na urlopie to się uda. Mało tego, będzie to przyjemnością, jak sądzę. Spodziewajcie się więc różnego rodzaju zmian i nowości 🙂

Nasuwa mi się jeszcze jedna myśl. O jakości czasu. Bo mam nieodparte wrażenie, że wykorzystam ten dany mi czas maksymalnie najlepiej. To znaczy we właściwych proporcjach na wszystko. Na odpoczynek, na sen, na zabawę, na przyjemności ale i na pracę, choć innego rodzaju. Z prostej przyczyny. To ja decyduję o tym, jakie te dwa tygodnie będą. Jak intensywne, jaki będą mieć charakter, czy będę coś robić, czy się obijać. I nie chodzi mi o masakryczne planowanie każdej chwili na urlopie, bo od tego jestem daleka, ale o to, że sama decyzja należy do mnie. Wiem, że okazja dwutygodniowego urlopu za górami, za lasami szybko się nie powtórzy, mam więc nadzieję wykorzystać ten czas tak, by wrócić do pracy wypoczęta i pełna werwy i chęci do działania na wielu płaszczyznach.

Jak wrócę, to oczywiście dam wam znać, jak się miały moje wyobrażenia urloppowe do rzeczywistości 😉

Aga

Na górze Renoir i jego „La Yole”, czyli skiff (cienka, jednoosobowa łódka wiosłowa)

Drugie to zdjęcie z internetowego banku darmowych zdjęć.

Zajrzyj również tu:

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *