Planowanie codzienności, czyli osobiste podsumowanie stycznia

Już? Tak szybko?

Ano tak. W moim styczniu wiele się działo, dlatego postanowiłam napisać wam i o tym, co się wydarzyło, ale i o tym, jaki to miało wpływ na do tej pory wypracowane rzeczy.

Jak wiecie z jednego ze styczniowych wpisów, na początku roku dostałam pracę. Po długich poszukiwaniach, po niekompatybilności mojej z możliwymi, przyszłymi pracodawcami, po moim wybrzydzaniu i wybredności (tak, nie chciałam pracy pierwszej – lepszej, tylko taką w której polubimy się wszyscy: ja, praca i pracodawca) wreszcie się udało. Ogromnie się cieszę, bo wydaje mi się, że dobrze trafiłam. Praca jest ciekawa, wiele mogę do niej wnieść, ale i wiele się nauczyć, a co najważniejsze, od razu złapałam (tak mi się wydaje 😀 ) nić porozumienia ze współpracownikami. A to jest bardzo, bardzo cenne.

Z tym wydarzeniem w moim życiu jest jednak powiązanych wiele pomniejszych, bo regularne chodzenie do pracy ma mocny wpływ na wszystkie zajęcia, które wypełniały moje życie, gdy siedziałam w domu. Wtedy przecież zaczęłam prowadzić oba blogi czy powróciłam do haftu. Pierwszą moją myślą po znalezieniu pracy na etacie było, aby nie rezygnować z tego, co wypracowałam w zeszłym roku, nie chcę tracić blogów czy haftu. Cały czas trzymam się kurczowo myśli, że chcę zachować równowagę i żyć nie tylko pracą. Rozwijać się nie tylko w niej, ale i poza nią.

Nie jest to jednak takie proste. Kilka rzeczy udało mi się ogarnąć, ale zajęło mi to jakiś czas, finalna wersja planu działania (i działania) powstawała metodą prób i błędów, próbowaniem, jak jest mi najwygodniej, najłatwiej, itd. Są jednak tematy, które są jeszcze  w fazie ustalania  samej ze sobą planu działania. O tym wszystkim chciałam wam napisać. Zawsze będę powtarzać, że nie jestem idealna, mam wiele wad i wiele w sobie niepewności i lęków, o których przecież właśnie na tym blogu piszę. Pomyślałam jednak, że może komuś przydadzą się te przemyślenia i pokazanie sposobu działania tak, aby próbować zachować w swoim życiu równowagę i zmniejszać frustrację czy stres, poprzez poukładanie (na ile to możliwe) życia codziennego.

Zaczynamy 🙂

Co mi się już udało 🙂

Haftowanie
Haftuję po pracy, późnym popołudniem (czy też wczesnym wieczorem, jak kto woli) i przeznaczam na to 45 minut, do 1 godziny. Staram się robić to codziennie. Dzięki temu nie tylko pracuję nad zamówieniami czy próbuję nowych rzeczy, ale i odpoczywam.

Sprzątanie
Codziennie po pracy (przed haftem, albo po hafcie) staram się poświęcić 20 minut na ogarnięcie jakiejś części domu tak, aby na sobotę zostało mi jak najmniej do zrobienia (albo nic 🙂 ). Chcę, by sobota była dniem absolutnie dla mnie, na spacery, na lenistwo i na ogarnianie blogów 😉 – pisanie postów, czy spisywanie pomysłów z nimi związanych.

Lista zadań
Do tej pory w notesiku na listy z rzeczami do zrobienia zapisywałam listy na każdy dzień i codziennie odhaczałam zadania. Teraz, gdy pracuję na etacie, nie sprawdza mi się to, ponieważ czas jest mniej elastyczny i bardziej ograniczony, różne rzeczy „wyskakują” do zrobienia w trakcie tygodnia, bywa też, że w niektóre dni jestem po pracy bardziej zmęczona niż w inne i ciężko jest mi się trzymać planu dziennego. Rozwiązałam ten problem, robiąc raz w tygodniu (w sobotę)  listę rzeczy do zrobienia w nadchodzącym tygodniu. Dzięki temu w dalszym ciągu mam spisane rzeczy, które nie powinny mi umknąć, ale nie jestem uwiązana do konkretnego dnia tygodnia. Muszę je zrobić, a  na koniec tygodnia powinnam mieć odhaczoną całą listę. To, w który dzień coś zostało zrobione schodzi na drugi plan.

Praca (wolontariat) nad stroną Stowarzyszenia Tyskich Szpilek w Biznesie
Wysyłanie newsletterów, uaktualnianie danych na stronie, odpowiadanie na e-maile – wszystkie te rzeczy robię rano, przed wyjściem do pracy. Nie jest tego dużo, ale gdy się pojawiają, robię to rankiem następnego dnia. Dzięki temu nie zapominam o tym, nie wisi mi to nad głową jako nie zrobione, a popołudnie zostaje mi na inne rzeczy i mam dzięki temu więcej czasu wolnego.

Nad czym jeszcze muszę popracować 🙂

Praca na blogach
Ciężko mi się zabrać do pisania. Mam mnóstwo pomysłów, ale na etacie pracuję cały czas przed komputerem i gdy wracam do domu (czy też w sobotę, kiedy chciałabym dla blogów zrobić najwięcej) to po prostu mi się nie chce. Wolę poczytać książkę, poleniuchować. Powtarzam sobie, że muszę najzwyczajniej w świecie wpaść w rytm i ze za jakiś czas wszystko będzie działało. Chcę uniknąć sytuacji, w której myśl o tym, że MUSZĘ napisać wpis budziłaby we mnie niechęć. Bo wtedy musiałabym zamknąć ten kram. Cały czas mam w sobie idealistyczne przeświadczenie, że wpis ma być napisany z chęcią i pasją i tego będę się trzymać. Wierzę, że mnie nie opuścicie, jeśli przez jakiś czas posty będą pojawiać się rzadziej. A może nie? Może będzie dobrze i szybko wpadnę w odpowiedni rytm?

Spotkania z przyjaciółmi
Jako introwertyk, gdy jestem zmęczona (a jestem), to ostatnią rzeczą o której myślę z przyjemnością, jest wyjście z domu, w dodatku do ludzi 😉 Staram się, ale póki co zima i zmęczenie skutecznie rozluźniły moje zobowiązania towarzyskie. Mam nadzieję, że to chwilowe 🙂

Jak tak teraz patrzę na to, co napisałam powyżej, to wydaje mi się, że nie wygląda to tak źle, jak myślałam. Są rzeczy, nad którymi muszę popracować, poukładać je sobie, ale też dla wielu wymyśliłam rozwiązanie, które mam nadzieję, że sprawdzi się na dłuższą metę.

Najważniejszą rzeczą w tym wszystkim jest fakt, że od momentu, gdy zaczęłam pracować  dewizą przewodnią każdego mojego działania jest myśl: Daj sobie czas na wszystko i daj go sobie tyle, ile potrzebujesz. Nie doprowadzaj do sytuacji, w której sama siebie będziesz stresować, bo coś robisz zbyt wolno, zbyt późno bądź wcale.

Zdjęcie przedstawia labirynt w ogrodzie w ogrodach Longleat w Wielkiej Brytanii, które chciałabym kiedyś zobaczyć 🙂

Tytułowe zdjęcie to inna sztuka, która mnie ostatnio mocno fascynuje, czyli street art, tzw sztuka uliczna. A tu praca Aakash Nihalani, która dla mnie w swej prostocie pokazuje, jak ważne jest dodawanie kroku do kroku. Po kolei, powoli, ale do celu 🙂

Aga

Zajrzyj również tu:

2 komentarze

  1. Bardzo się cieszę, że masz pracę, która Ci odpowiada. I bardzo dobrze rozumiem że będziesz miała mniej czasu. Wiesz, jak się lubi jakiś blog, to takie wyczekiwanie na wpis też ma swój uroki. 🙂 Ja Twój lubię bardzo, więc będę tu zawsze. 🙂
    Chodzenie do pracy wciągnie Cię w pewien rytm, do którego stopniowo się przyzwyczaisz. Ja ciągle próbuję coś zrobić w temacie sprzątania, żeby właśnie w soboty mieć to z głowy, ale jakby na razie mi nie wychodzi .:-) Teraz nie pracuję, mam więcej czasu, ale zauważyłam, że łatwiej się ten czas rozmywa, łatwiej się go traci na pierdoły. No i wciąż mi go brakuje na czytanie książek. 🙁 A co z Twoimi ćwiczenia mi fizycznymi? Bo nic o nich nie ma? 🙂 Masz rację, daj sobie czas na wszystko. Organizacja czasu potrzebna jest bardzo, ale to ona ma służyć nam a nie my jej.:-) Ściskam Cię mocno i życzę powodzenia. :-*
    Ps. Też chciałabym zobaczył ten labirynt. 😀

    1. Powoli wpadam w rytm pracy i cieszę się, że już ją mam, bo trzyma mnie w pewnych ryzach, dzięki którym mi łatwiej 🙂 Co do ćwiczeń fizycznych, będzie o nich w poście podsumowującym postanowienia noworoczne 🙂 Już niedługo 🙂 I cudownie, że jesteś i będziesz. Ogromnie to dla mnie budujące 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *