Stulecie Winnych. Ałbena Grabowska – recenzja

Jest coś ciepłego w sformułowaniu „saga rodzinna”.  Teraz dla mnie osobiście jeszcze bardziej, po przeczytaniu „Stulecia winnych” Ałbeny Grabowskiej. Wyrażenie to nabiera dla mnie jeszcze głębszego i osobistego znaczenia, bo cała saga to ogromnie ciepła, wzruszająca, ale i momentami pełna poczucia humoru  historia, która wywołała we mnie zarówno śmiech jak i łzy. Wielokrotnie.

Autorka rozpoczyna  historię rodziny Winnych w 1914 roku, w przededniu wybuchu I wojny światowej, a kończy w 2014 roku, czyli czasie mocno nam bliskim, już, teraz, jakby wczoraj.

„Stulecie Winnych” to poruszająca, słodko-gorzka historia rodzinna, która mogłaby być historią rodzinną wielu z nas. Jestem nią zachwycona i poruszona z wielu powodów, wymienię jednak trzy, aby z jednej strony nie zanudzać, ale też dlatego, by dać każdemu, kto jeszcze  książki nie przeczytał, możliwość odnalezienia swoich własnych, prywatnych powodów zauroczenia tą trzytomową powieścią.

Historia w tle to coś, co pociąga mnie w powieściach. Nie przepadam za książkami stricte historycznymi, pełnymi suchych dat i faktów (oczywiście nie wszystkie takie są). Bardzo jednak lubię książki, w których historia jest mocnym, zaakcentowanym tłem. Tło to nie jest traktowane po macoszemu, ale pięknie opisane, pokolorowane i potraktowane serio nadaje danej powieści wyjątkowego charakteru. Tak właśnie jest w przypadku trylogii pani Ałbeny. Wydarzenia historyczne absolutnie są tutaj niezastąpione, nadają książkom charakteru, bo autorka udowadnia jak bardzo wojny i wszystkie inne wydarzenia, o których często decydują nieliczni, ma wpływ na rzesze ludzi. Takich jak ja, ty, nasi rodzice czy dziadkowie.

I nie bez powodu wspominam o naszych rodzinach, bo ja czytając losy rodu Winnych widziałam wiele razy losy mojej rodziny opowiadane mi przez dziadków. O tym, jak bliscy znikali w czasie wojny i nie wiadomo było, co się z nimi dzieje, jak zaginieni bracia odnajdywali się po wojnie na drugim końcu świata. Historie o tym, jak Polacy byli traktowani przez Niemców czy Rosjan, ale i jak wiele razy to Polak był Polakowi wilkiem, a nie okupant. Podczas czytania poruszające losy książkowej rodziny przeplatały się w mojej głowie z losami moich bliższych i dalszych krewnych.

Być może nie byłoby to dla mnie tak osobiste i poruszające, gdyby nie fakt, że Ałbena Grabowska pokazuje w „Stuleciu…” absolutny kunszt, jeśli chodzi o język emocji i uczuć. Nie pokazuje suchych faktów, ale to, co podczas wojen czy czasów stalinowskich przeżyli bohaterowie. Jak się odnaleźli, jak reagowali. Ofiarowuje nam cały wachlarz emocji i zachowań, zmuszając do zadania sobie pytania: Co ja bym zrobił(a)? Jak zachował(a)bym się w takiej i takiej sytuacji? Jestem przekonana, że podobnie jak ja, wielu z was zadało (lub zada) sobie niejednokrotnie pytanie: Czy potrafił(a)bym postąpić tak odważnie?

Jest jeszcze jedna kwestia, która mocno mnie dotknęła podczas czytania Sagi. Mianowicie bardziej otworzyła mnie na zrozumienie pokoleń, które przeżyły jedną, czy dwie wojny, a teraz są zniesmaczone tym, co widzą na współczesnej ulicy. Płytkość, często oblicza nieskażone żadną myślą, problemy w stylu „który telefon komórkowy wybrać”, czy wszechobecny konsumpcjonizm. Choć może nie jest to zniesmaczenie tylko pewien rodzaj politowania nad nami, współczesnymi?

„Stulecie Winnych”
Ałbena Grabowska
Wydawnictwo Zwierciadło
Tom I. Ci, którzy przetrwali.
Liczba stron: 356
Tom II. Ci, którzy walczyli.
Liczba stron: 296
Tom III. Ci, którzy wierzyli.
Liczba stron: 356

Zajrzyj również tu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *