OMG!!!, czyli cudowna niespodzianka i potęga przyjaźni

Niech te z was, które czytają oba moje blogi nie będą zdziwione. I nie, to nie będzie deja vu. Na obu czytacie ten sam wpis.

Kompletnie i absolutnie spontaniczny.

Smarkata i pociągająca,  kaszląca i prychająca miałam dziś rano chwilę zwątpienia, czy w ogóle warto walczyć i działać. Pisać, haftować i co tam jeszcze, by usiłować spełniać swoje marzenie. Marzenie, by pasja była pracą.

Skąd te może nie czarne, ale co najmniej popielate myśli? Wczoraj wydałam ostatnie (prawie) pieniądze na kalendarz – planer marzeń na 2016. Szukałam go ze 3 tygodnie, chciałam, żeby był idealny. Idealny, jeśli chodzi o układ i… piękny.

Jako, że nie mam stałej pracy, nie wydaję pieniędzy na zachcianki (dla zainteresowanych – robię listę „I wish for…” rzeczy, które chciałabym mieć, ale nie są mi potrzebne i/lub niezbędne i/lub praktyczne, gdyby ktoś chciał mi zrobić prezent 😀 😀 😀 ), ale przywiązuję dużą wagę do planowania, kalendarzy, notesów (będzie o tym wpis na Buce wkrótce) i postanowiłam wydać pieniądze na kalendarz.  Oczywiście nie była to jakaś szalona kwota, ale w mojej sytuacji każda wydaje mi się duża.

Tak więc, jak wspomniałam, kupiłam wczoraj planer, na ebayu i teraz czekam, aż przyjdzie.

Ale mały wyrzut sumienia jest, bo przecież żyję prawie całkowicie na garnuszku rodziców, którzy są emerytami i nie mają studni bez dna wypełnionej pieniędzmi. Szukam pracy, intensywnie, rozsyłam CV, chodzę na rozmowy, ale nic, niente, niczewo, nofink 😉 i co tam jeszcze. Zaczynam myśleć, ze może jestem za stara, za gruba, za głupia.

No i zastanawiałam się, czy jeszcze bardziej nie skupić się na szukaniu, czy nie zostawić tego haftu i pisania (z wielkim bólem)?

A jakąś chwilę temu…

Zapukała do mych drzwi przyjaciółka i wręczyła mi to, co na zdjęciach.

Stwierdziła, że każdy początkujący biznes ma swojego sponsora, więc to dla mnie i mam rozdawać na prawo i lewo. A nie jakieś odręcznie napisane (zdarzyło mi się 😀 ).

Wpadła i wypadła i zostawiła mnie z dłońmi pełnymi małych karteczek.

I jak mam się teraz poddać? No nie mogę. Szczególnie, jeśli czasem ktoś inny wierzy we mnie bardziej, niż ja sama.

I wieczorem biorę udział w webinarze o konkurencji na rynku 🙂

Aniu, nie masz pojęcia jak ci dziękuję. Mój introwertyzm pewnie nie pokazał tej radości w całej okazałości, ale w sercu szaleje co najmniej piękna, wiosenna burza 🙂

A oto, co dostałam:

 

Aga

Zajrzyj również tu:

8 komentarzy

  1. To jest wspaniały prezent!! I jaki piękny. 🙂 Skąd ja to znam, że inni bardziej wierzą we mnie jak ja sama? 😉 I ja Cię proszę, nie zostawiaj ani haftu, ani pisania. I jedno i drugie daje Ci radość, więc trzymaj się tego. Trudna sprawa z tym szukaniem pracy, ja na razie złożyłam cv w jedno miejsce, zobaczymy czy coś z tego będzie. Zdaję sobie sprawę, że łatwo nie będzie. Muszę tylko pamiętać o tym, że jestem wyjątkowa i jeśli ktoś mnie nie zatrudnia, to ponosi ogromną stratę.;-) Tak łatwo o tym zapominam. I to samo dotyczy Ciebie. Ci co Cię nie chcieli, niech żałują, a Ci którym się teraz oferujesz niech mają na uwadze, że to jedyna okazja by Ciebie mieć w swojej firmie, bo lada moment założysz swoją i będziesz miała ich wszystkich głęboko w… poważaniu. 😉 Haha, może ja sobie taką klauzulę dopiszę w cv? 😀 Trzymam kciuki, zawsze i nieustannie. 🙂

    1. Haha! Zamiast „Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych…” Masz rację Basiu, ja często zapominam o tym, ile jestem warta. I ciężko mi myśleć, że ci, którzy mnie nie zatrudnili, stracili. A przecież to prawda. Trzymam w takim razie kciuki za ciebie i za siebie. Damy radę, a póki co działamy, piszemy i tak dalej 🙂 Dziękuję ci za miłe i wspierające słowa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *