Rycz mała, rycz czyli o uwalnianiu emocji słów kilka

Dziś będzie krótko.

Zabieram się do tego wpisu od kilku dni, ale dopiero dziś miałam czas, żeby do tego usiąść na spokojnie. A będzie krótko i na temat, bo po wrzuceniu wpisu zamierzam zrobić sobie wieczór dla siebie i zajmę się tylko rzeczami, które sprawiają mi przyjemność,  w dodatku przy lampce wina.

Jakiś tydzień temu miałam taki wieczór, że nic mi się nie chciało i jedyne, na co miałam ochotę, to nalać sobie lampkę wina i oglądnąć jakiś smutny film. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Sączyłam wino, oglądałam ckliwy film i jakoś tak łza w oku się zakręciła. Pociągnęłam nosem kilka razy, ale powiedziałam sobie: „Nie, nie płacz. Tak dobrze się trzymasz, ciągle do przodu, dajesz radę, po co więc płakać”. Jakoś mi przeszło, ale jako że film był naprawdę ckliwy i smutny, to ostatecznie łzy i tak pociekły.  I znów chciałam sobie dać spokój, ale pomyślałam, co mi szkodzi?

Przecież płacz nie jest czymś złym. Owszem, informuje często o tym, że coś źle się dzieje, albo raczej, że nie dzieje się po naszej myśli. Być może coś boli, albo może brakuje nam dotyku, uczucia czy dobrego słowa. Dzieci  tak mają. U nich sprawa jest prosta. Płaczą, bo nie są zadowolone, albo je coś boli, ale czują się samotne, albo są złe, bo jakiś dorosły nie chce im dać tego, co chcą 😉 Czasem chodzi o biszkopcik, a czasem o objęcie i przytulenie.

Rozczula mnie mój prawie 13-miesięczny chrześniak, który gdy budzi się z drzemki, to zaczyna płakać. I gdy wchodzi się do jego pokoju, w którym jest ciemno, a on siedzi sam w łóżeczku, to czy można się temu dziwić? To normalne, że trzeba mu wtedy pokazać, że nie jest sam. Okazać mu miłość przez przytulenie, odsłonięcie okna i pokazanie, że jest ciepło, jasno, że ktoś jest przy nim i dla niego.

Właśnie dlatego piszę, że dla dzieci to proste. Jak są zadowolone, to się śmieją, a jak jest niekomfortowo, to płaczą.

My, dorośli, lubimy sobie wszystko komplikować.

No bo skoro jest mi w jakiś sposób źle, smutno, to dlaczego sobie nie popłakać?

Łzy to nie jest nic złego, a myślę, że często o tym zapominamy. Łzy oczyszczają, uspokajają, uwalniają emocje, których nie należy w sobie kumulować.

I to właśnie wtedy zrobiłam, puściłam wodze i popłakałam. Trochę nad filmem, ale też z powodu wszystkich rzeczy, które mnie ostatnio zmartwiły czy zasmuciły.

I dziś też to zrobię.

Znów odrzucono moją kandydaturę w rekrutacji. Nie jestem z tego powodu załamana, ale jest mi smutno i czuję się trochę zawiedziona. Więc zamiast zgrywać superbohaterkę, naleję sobie lampkę wina, włączę ckliwy film i popłaczę sobie dzisiaj wieczorem 🙂

Aga

Gustav Klimt „Złote łzy”.

Tytułowy obraz to Cyril Rolando „Po deszczu” (jest to tzw. digital painting, czyli malowidło cyfrowe)

Zajrzyj również tu:

10 komentarzy

  1. „Po deszczu” – ależ to piękne… I Twoje słowa też piękne. I ważne. Wszystko się we mnie gotuje, kiedy słyszę, jak dorosły mówi dziecku: „nie wolno płakać”. Wolno płakać! Wolno się smucić, wolno wyrażać swój żal. Wina nie piję i wieczór raczej zabiegany będzie, ale Twoje słowa ze mną zostaną. Zaniosę je (i Ciebie) przed Najświętszy Sakrament u dominikanów na Freta 🙂 Aguś, jaka szkoda że nie mieszkasz bliżej… 🙂

  2. A ja mam dziś dzień płaczu. Tak! Chce mi się płakać! Nie muszę oglądać ckliwych filmów, bo łzy same wypływają mi z oczu. Im bardziej je powstrzymuję, tym bardziej płyną. Nie lubię płakać kiedy ktoś widzi, nie lubię pytań-co się stało? Chcę sobie popłakać, po to by spłynęły ze łzami złe emocje. To oczyszcza, mnie na pewno. Płacz nie jest więc taki zły. Szkoda tylko, że potem oczy są spuchnięte i nos poobcierany. 😉

    1. Dokładnie Basiu, płacz jest dobry. Niestety stereotypy o tym, że płacz to oznaka słabości, często wygrywają. A jak dla mnie to oznaka siły, potrafimy bowiem stanąć przed sobą prawdziwe, a nie jakieś wyidealizowane. Mam nadzieję, że popłakałaś i pomogło i dziś jest nowy dzień 🙂

        1. Dokładnie! Tak miało być! Wszystko zależy od ciężaru, które te łzy przynosi. I choć czasem wygląda się na drugi dzień jak chomik ;), to trzeba wypłakać tyle, ile potrzeba.

  3. sto procent prawdy w Twoim tekście 🙂 mój świat stał się o wiele lepszym, odkąd nauczyłam się płakać, kiedy jest mi źle i robić sobie Dzień pod Kocem, zamiast zgrywać super-turbo-bohaterkę 😉 czasem po prostu trzeba wypuścić z siebie emocje, zatrzymać się, przepracować to i wtedy można iść dalej. A jak negatywne uczucia dusimy pod maską perfekcyjnego uśmiechu, to stoimy w miejscu, a one i tak kiedyś powrócą.

    1. Dokładnie! Mało tego, że powrócą – u mnie powracają z turbo-mega siłą, niestety i często rykoszetem uderzają w innych. Także płaczmy, kiedy trzeba i siedźmy pod kocem, by potem z nową siła spod niego wyjść! 🙂

  4. Moim najlepszym sposobem na złamane serce w przeszłości było włączenie płyty ‚Dear Agony’ i ryczenie w poduszkę przez pół nocy. Już tak nie robię, ale ulga była ogromna. Ja też szukam pracy, frustrujące zadanie. A tka na marginesie, Mała Mi to moja ulubiona postac z Muminków. Pozdrawiam!

    1. Ja puszczałam zawsze ckliwe kawałki, żeby się jeszcze dobić 😉 Powodzenia w szukaniu pracy, a co do Małej Mi – witaj w klubie 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *