Bezsenność i kocica z biczem, czyli kolejne podsumowanie postanowień

helena wierzbicki sleepless

 

Lubię wszelkiego rodzaju podsumowania, bo dają one okazję (ale i wymagają) do zastanowienia się, jak minął kolejny kawałek życia. Bezpowrotnie, dla jasności.

Minął kolejny kwartał roku i kolejny raz nadszedł moment, by wrócić do postanowień noworocznych  i szczerze podzielić się z wami tym, jak mi idzie. Nie jest to łatwe, o czym świadczy siedzenie przez godzinę przy ochoczo sfotografowanym miejscu pracy (można obejrzeć na fanpejdżu) bez żadnego efektu.

I nawet położyłam się już spać z myślą, że napiszę post rano, na świeżo, tak jak w sumie najbardziej ostatnio lubię pracować. Gdy jednak przyłożyłam głowę do poduszki, ni z tego, ni z owego zaczęłam rozmyślać o postanowieniach, o poście, o tym, co napiszę. Nagle przyszedł mi do głowy pomysł na jeden z kolejnych wpisów, więc skwapliwie sięgnęłam do Evernote (boski program) i zapisałam, by nie uciekł.

Głowa z powrotem wylądowała na poduszce, ale moje wewnętrzne poczucie odpowiedzialności w postaci kobiety-kot z biczem w ręku postanowiło nie próżnować, rozbudziłam się więc kompletnie i oto siedzę i piszę 🙂

1. Depresja

Wiecie, jak jest. Dobrze, choć bywają gorsze dni (o czym świadczy poprzedni wpis). Pocieszam się jednak tym, że tak, jak piszecie w komentarzach, każdy takie miewa, a ważne jest, by podnieść się po wszystkim. Co staram się robić. Widzę, że powoli depresja przestaje być centrum mojego świata i cieszę się.  Gdyby nie spisane wcześniej punkty w notesie, pewnie zapomniałabym o niej wspomnieć w podsumowaniu.

2. Postanowienia noworoczne

Czytanie psalmów z o. Szustakiem – na razie odpadło. trochę się przez lato rozleniwiłam, to fakt, ale też nie są one publikowane regularnie, a ja lubię regularność, na pewno w tym przypadku. Sądzę jednak, że wrócę do nich i nadrobię je w zimne jesienne i zimowe wieczory.

Wyzwanie książkowe – choć aktywność w grupie spadła (lato i sezon urlopowy), to ja muszę się pochwalić, że czytam i posuwam się do przodu w odhaczaniu kolejnych kategorii. Cudne w tym wyzwaniu jest to, że sięgnęłam do książek, których przypuszczalnie nie przeczytałabym, takich jak „Solaris” Lema czy „Bastion” Kinga, które uważam za wybitne.

Kino europejskie – widziałam tylko dwie pozycje filmowe, ale przypuszczam, że znów przyczyną jest lato, ciepłe, które bardziej zachęca do wyjścia na spacer, czy posiedzenia na balkonie z książką, niż do ślęczenia przed telewizorem i pewnie znów nadrobię zimą. A zobaczyłam „Miłość, nie przeszkadzać!” – komedia francuska z cudowną Audrey Tautou, która była ozdobą i jak dla mnie jedyną zaletą filmu. Bo poza tym był płytki i infantylny. Mnie osobiście jednak patrzenie na piękną Audrey w cudownych kreacjach wynagrodziło całą resztę. Drugim filmem był niemiecki „Jezus mnie kocha”. Uważam, że świetny.  Świetny i śmieszny. Zaczyna się tym, że za tydzień ma być koniec świata i Jezus przychodzi raz jeszcze, by rzucić okiem na ludzkość. W małym, niemieckim miasteczku. Cóż. Dzieje się ciekawie. Warto zobaczyć, z dystansem i przymrużeniem oka 🙂

Z „nowości” wciągurocznych 😉

Haft krzyżykowy – w dalszym ciągu moja wielka miłość, tak wielka, że cały czas działam, stworzyłam bloga Kociemotki, o którym już pisałam i nie ma dnia, bym nie zrobiła choć kilku krzyżyków, tak mnie świerzbią ręce.

Ruszanie się u mnie kiepskie, oczywiście poza spacerami, to ciężko coś więcej. Ostatnio zaczęłam ćwiczyć pilates, prawie codziennie, ale idzie mi opornie. Nie umiem się zmotywować, tak jak i do diety, o której nawet nie wspominam. Ale o tym będzie kiedyś osobny wpis.

Szukanie pracy – dalej bez rezultatu 🙁 Smuci mnie to bardzo i czasem się zastanawiam, czy jestem beznadziejna, czy nie umiem przekonać ludzi do siebie, czy jestem za gruba, bo patrzą na wygląd czy najzwyczajniej w świecie mam pecha. Dziś znów odebrałam telefon, że dziękują mi bardzo, ale wybrali kogoś innego, walczą jednak o jeszcze jeden etat i jeśli dojdzie do skutku to jestem pierwsza w kolejce. Co nie zmienia faktu, że tym razem byłam druga (i nie pierwszy raz zdarzyła się taka sytuacja). Trochę mnie to zasmuciło, bo firma mi się podobała, ale jak widzicie nie załamałam się, tylko podkasałam rękawy i zabrałam się do roboty. Tylko nie wiem, ile jeszcze zniosę. Powoli przestaje mi się chcieć szukać.

Żeby jednak nie kończyć pesymistycznie, ostatni punkt:

#100happydays – działo się działo 🙂 Zrobiłam 100 zdjęć w 100 dni, o czym możecie poczytać tu, bo był o tym osobny post. Wielkie szczęście!

Na zdjęciu obraz „Bezsenność” Heleny Wierzbicki, malarki zamieszkałej w Buenos Aires, z pewnością o polskim pochodzeniu 🙂

Wcześniejsze podsumowania możecie poczytać w kategorii „Podsumowania wszelakie”.

Zachęcam do zostawienia komentarza, jeśli lubicie czytać mojego bloga i wpis wam się podobał. Jest to dla mnie ogromna motywacja do działania 🙂

Napisane, z weną i werwą, mogę iść spać 🙂

Aga

Zajrzyj również tu:

1 komentarz

  1. Obraz przepiękny, w moich kolorach. 🙂 Ja zrobiłam spis rzeczy, które chcę zrobić w ciągu najbliższych miesięcy i wrzuciłam na bloga po to, żeby się bardziej zmotywować. Bo jakoś nic mi się ostatnio nie chce. A z tą pracą to ciężko, ale w końcu musi Ci się udać. Nie trać nadziei. Nie jesteś beznadziejna i nigdy tak nie myśl. Wiem, łatwo się mówi. Ja też mam chwile, kiedy myślę, że jestem do niczego. Staram się odrzucać takie myśli, bo to przecież nieprawda. Akurat układa się tak a nie inaczej, ale to się odmieni. Trzeba w to wierzyć. A film „Jezus mnie kocha” chętnie obejrzę. Dziękuję za polecenie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *