Drzewo pełne inspiracji czyli rzecz o pięknie i wolności

Niedaleko miejsca, gdzie mieszkam rośnie drzewo.

I nie byłoby w nim nic szczególnego, gdyby nie to, że jest wszechogarniające. To znaczy, gdy się na nie patrzy, nagle wszystko inne wokoło przestaje mieć znaczenie. Jest ogromne, rozwinięte w każdą możliwą stronę i nie widać na nim żadnych ułomności. Wygląda, jakby niczego mu nie brakowało, jakby rosło tak, jak chce, w kierunku, w którym chce. Jest absolutnie zadowolone z siebie.

Kiedy pierwszy raz je zobaczyłam, pomyślałam: „piękne”. Bo takie jest właśnie piękno. Nie jest spętane, ograniczone, nie jest sztucznie przycięte jak żywopłot w Wilanowie. Rośnie, jak je Pan Bóg stworzył. Jest… wolne.

A potem pomyślałam sobie, że tak właśnie powinien wzrastać człowiek. Aby móc w pełni rozwinąć skrzydła, aby mogło rosnąć w nim wszystko to, co ma w sobie, z czego jest złożony, musi mieć odpowiednie środowisko. Sprzyjające, które nie będzie mu podcinać tych skrzydeł. Nie będzie dyktować mu, co ma robić, czym się bawić, jak się bawić. Będzie wspierać jego wybory, a nie je krytykować. Nawet te złe, bo kto wie, czy one nie uczą więcej i nie pomagają dojrzeć bardziej, niż te dobre i bezproblemowe.

Efekt będzie taki, że ten człowiek zachwyci każdego, kto go spotka. Stanie się inspiracją i wsparciem. Będzie piękne, na które każdy będzie chciał patrzeć. Do którego każdy będzie lgnął. Będzie tym, czym to moje osiedlowe drzewo dla mnie. Zachwyciło, ale i zmusiło mnie do myślenia.

Przypominają mi się różni rodzice, których spotykam. Znajomi, nieznajomi, tacy, których widzę częściej i tacy których przelotnie, na ulicy, w sklepie. I myślę sobie, jakie mają trudne zadanie. Bo z jednej strony mają za zadanie wychować dziecko najlepiej, jak potrafią, a z drugiej muszą całe życie pamiętać, że dziecko nie było, nie jest i nigdy nie będzie ich własnością. Muszą znaleźć złoty środek między tym, że wychowują a tym, że ono nie należy do nich. Należy do siebie. Od samego początku.

Cała sztuka polega na tym, by sprawić by było i czuło się piękne, w wolności.

Ktoś mógłby mi zarzucić, że łatwo powiedzieć, bo nie mam dzieci.

Owszem, ale sama kiedyś byłam dzieckiem.

Aga

PS.

Poniżej drzewo, o którym wspominam 🙂 Wczesną wiosną 🙂

Zajrzyj również tu:

2 komentarze

  1. Lubię drzewa. 🙂 Lubię jak się odradzają wiosną, jak latem prezentują swoją potęgę, jak opierają się wichurom, jak się złocą i czerwienią jesienią i jak tracą liście na zimę, by wiosną zacząć od nowa. Zgadzam się, są piękne.
    Twoje skojarzenie też jest piękne. Wolność jest ważna. Pewnie więcej w życiu bym zdziałała, gdyby nie pewne ograniczenia, dziwne zasady, że to wypada, tamto nie, bo co ludzie powiedza, co o mnie pomyślą. Czasami jedno negatywne zdanie potrafi mi podciąć skrzydła i zniechęcić do realizacji planu.
    Chciałabym być jak to drzewo, rozwijać się i żyć najlepiej jak potrafię, nie zważając na to co dzieje się dokoła. 🙂

    1. Dokładnie tak, jak piszesz. Według mnie zdanie „co ludzie powiedzą” to przekleństwo naszych czasów. I żeby było jasne: uważam, że dzieci potrzebują wiedzieć, co jest dobre, co złe, potrzebują kar i nagród, bo „samo się” nie wychowa. Samo się może stado owiec wypasać 😉 Ale wiem, że o wiele więcej zdziała jedna pochwała czy wyakcentowanie jakiegoś pozytywu, niż dziesięć tysięcy kar i wypunktowanie, co zostało zrobione źle. A drzewa, tak… są piękne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *