Stres i depresja

Post miał być dziś zupełnie o czym innym, ale… miałam dzisiaj rozmowę o pracę.

W mojej sytuacji niby nic dziwnego, bo  przecież szukam pracy i co jakiś czas przytrafia mi się rozmowa. Tym razem jednak było inaczej. Dlaczego? Ponieważ rozmowę przeprowadzała (między innymi) znajoma mi osoba.

Nie było to dla mnie zaskoczeniem, bo obie wiedziałyśmy, że ta rozmowa nastąpi i że będziemy (obie) brały w niej udział. Niemniej jednak stresowałam się bardziej niż zwykle w takiej sytuacji. I przed i w trakcie.

Jakoś poszło (choć mam świadomość, że mogło pójść lepiej).

Nie o tym jednak chcę napisać. Pomyślałam, że to dobra okazja by poruszyć dwie sprawy.

Pierwsza jest o tym, jak radzę sobie ze stresem, teraz. Gdy jestem „ustabilizowana”, nie jestem  „w trakcie” depresji, jak to było rok temu z hakiem, czy nawet jakieś ponad pół roku temu, gdy byłam rozbita z powodu mojej poprzedniej pracy.

Gdyby sytuacja z taką rozmową miała miejsce wtedy, to nie wiem nawet, czy poszłabym. Pewnie znalazłabym tysiąc pseudo racjonalnych powodów, by rozmowę odwołać, a tak naprawdę nie byłabym w stanie wznieść się ponad stres, ponad lęk przed nią. Tymczasem teraz owszem, stresowałam się, szczególnie wczoraj, co niemiara, bałam się, jak to będzie wyglądać, jak sobie poradzę przed kimś znajomym itp. Oczywiście po głowie chodziły mi owe pseudo racjonalne powody i kusiło, by się nie pojawić, zadzwonić, że odwołuję, że nie jestem zainteresowana (co nie byłoby prawdą), że jestem chora, cokolwiek. Ale wiedziałam, że sobie na to nie pozwolę. Zamiast uciekać do norki, kryć się w swoim ślimaczym domku, bać się tego „bania się” i stresu, wsiądę w samochód i pojadę na rozmowę bez względu na to, co podpowiadały mi emocje. Bo przez ten czas oswajania depresji nauczyłam się, że należy wychodzić stresowi naprzeciw, a nie chować się przed nim.

Druga sprawa, o której chcę dziś wspomnieć, to że nauczyłam się, by dać sobie czas na odreagowanie trudnej sytuacji. Nie ma co udawać twardziela, tylko trzeba dać sobie czas na odpoczynek. Sposoby? Każdy ma swoje własne. Ja dzisiaj spędziłam kilka godzin na krzyżykowaniu, zrobiłam sobie pyszną kawę i zjadłam paczkę (najmniejszą 😉 ) m&m’sów 🙂 A wieczorem mam zamiar trochę poćwiczyć, a potem zrobić sobie relaksującą kąpiel przy świecach, słuchając podcastu o kinie 🙂 Trochę dużo, jak na odreagowanie krótkiej, porannej rozmowy o pracę? Może. Ale to, co dla jednych jest dużo, dla innych może być mało lub w sam raz. Ja wiem, znam siebie już na tyle, że wiem, iż potrzebuję dużo czasu na odreagowanie i nie mam zamiaru sobie tego czasu ograniczać.

Dzięki temu wiem, że jutro będę wypoczęta, odprężona i gotowa do podejmowania nowych wyzwań 🙂

Aga

 

Zajrzyj również tu:

2 komentarze

  1. Jakieś pół roku temu też miałam rozmowę kwalifikacyjną przed znajomymi. Ale takimi za którymi nie przepadam. Tak się zestresowalam, że nie bylam w stanie napisać na komputerze swojego imienia i nazwiska. Tak trzesly mi się ręce. Nie potrafilam opanować stresu. Oczywiście nie przeszłam do następnego etapu, ale nie żałuję że przystapilam do tej rozmowy. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie. To prawda, że stresowi i strachowi trzeba wychodzić naprzeciw. I tak właśnie myślę o tamtej rozmowie. Przynajmniej spróbowałam.

    1. My się bardzo lubimy, to moja przyjaciółka. Zastanawiam się, co gorsze 😉 Pewnie twoja sytuacja. Jestem pełna podziwu i gratuluję! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *