Gdy inni widzą cię… lepiej

Mam to niesamowite szczęście, że są w moim życiu osoby, które uważają mnie za dobrą. Mało tego, uważają, że mają szczęście, że mnie znają. Mówią, że ich życie byłoby beze mnie uboższe.

Jest to… dziwne.

Nie dlatego, że jest to niemożliwe. Sama myślę tak o nich.

Dlatego, że przypuszczalnie mam nieco zaburzone patrzenie na samą siebie.

To znaczy, widzę przede wszystkim swoje negatywne cechy – czy te prawdziwe, czy też wyssane z palca. Tak, tak, mam ten talent widzieć to, czego nie ma 🙂 Gdybym miała zrobić listę cech, albo rzeczy, które w sobie lubię i nie lubię, to strona z „lubię” zawierałaby jedną, czy dwie pozycje, natomiast „nie lubię” byłoby rozwinięte, że łohoho.

Dlatego czuję jakiś dysonans, gdy słyszę, że jestem dla kogoś darem. No bo jak: ja? Ja, która mam tyle ciemnych stron, zakamarków, o których tylko ja i Pan Bóg mamy pojęcie? To mi się wydaje niemożliwe. Niemożliwe, by ktoś mógł być tak fajny, jak o tym słyszy i jednocześnie mieć w sobie mroczne tajemnice.

Ale, choć czuję ten dysonans, to wiem, że nie wolno mi podważać odczuć i opinii innych. Każdy ma do nich prawo. I chcę wierzyć, że jest w nich choć odrobina prawdy.

Bo jeśli jest w nich choć odrobina prawdy, to znaczy, że jestem choć odrobinę dobra 🙂

Aga

Zajrzyj również tu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *